K+M+B A+H+B

Autor: Bobi Peru, Gatunek: Proza, Dodano: 11 stycznia 2014, 02:32:15

Jego siostrę Bibuszkę gniewało zachowanie Bobiego;

 

Jemu bardzo spodobała się ta fraza,  melodia, fuga -  wyśpiewywał sobie te sześć słów, sześć  znaków, nucił  piosnkę tęskną w długiej drodze do rodziców, szóstego stycznia, czyli w dniu, w którym się narodził, w święto epifanii, odsłonięcia. Solstito brumali. W martwym środku zimy, czterdzieści i trzy lata temu, tak by powiedziała Jego mama, ojciec by milczał, ewentualnie zapisałby cyfrę 43, na znak,  za Eliotem – chcemy widzieć znak - , chyba, żeby zadzwonił telefon, wtedy podniósłby słuchawkę i rzekł:  no słucham ,  moi rodzice nie żyją, a ja to nie Bobi, tak by powiedział, gdyby podniósł;  Bobi przyjedzie albo nie, może jedzie nucąc, mama szykuje pieroga.

 

Jego siostrę Bibuszkę gniewało zachowanie Bobiego;

 

Bo kiedy przybywał do Jej domu i domu ich rodziców,  zdawało mu się, że ten

dom jest jeszcze,  i także, -  Jego domem,  ścierał z drzwi święte znaki  K+M+B, nucąc – przybył Bobi, król czwarty rozwarty, i spopielonym kartoflem, którego, jak mówił, wyciągnął z kopca pełnego gnijących ziemniaków, które mróz przeleciał – bazgrał w miejsce świętych znaków znaki swoje, jakby był u siebie, a już dawno nie był, od tamtych zdarzeń minęły lata, po nich nie powinien już wracać, ale wracał, drogi były w głębokim śniegu, podróż ciężka i znojna jak jego udoje wieczorne, a zwłaszcza poranne, kiedy wstawał zmęczony i szedł doić, z myślą, że robi to tylko po to, żeby ulżyć tym dwu biednym bydlątkom, że to, co żyje, może jedynie umrzeć, że doić jednak trzeba, bo jak się doi to się zawsze coś udoi.

 

Jego siostrę Bibuszkę gniewało zachowanie Bobiego;

 

Bo wracał a wracać nie powinien, bo spopielonym ziemniakiem w miejsce świętych K+M+B, bazgrał A+H+B,

 

Jego siostrę Bibuszkę gniewało zachowanie Bobiego bo nie wiedziała co te znaki znaczą i dlaczego Bobi  je bazgrze, jak święty znak, na drzwiach, kiedy przybywa w dniu swych urodzin.

 

Jej brata Bobiego nie gniewało zachowanie Bibuszki;

 

Powiedział – powiem ci jak było, co się wydarzyło –  

Bobi w dniu szesnastych urodzin spóźnił się na ostatni pociąg.

Z  kolegą Micą roznieciliśmy maleńkie ognisko obok torów, odgarnęliśmy śnieg i rozpaliliśmy

Bibuszko maleńkie ognisko, Mica miał żyłkową siatkę, taką z żyłki, a w siatce ziemniaki, jego matka kazała mu kupić ziemniaki, kupił je, byliśmy głodni, była mroźna noc i piekliśmy je, i jedliśmy parząc sobie usta i palce, i piliśmy wino, z Micą, moim przyjacielem Micą, i mijały godziny, dosiadł się człowiek, też spóźniony, całkiem miły człowiek, Heniek, miał na imię Heniek, i było nas trzech, Mica, Heniek i Bobi, jedliśmy i piliśmy, i marzliśmy, chociaż palił się ogień, ten nasz płomyk  w styczniową noc, obok torów, brakowało nam jeszcze dwóch godzin do pierwszego odjazdu, kiedy przyszli mundurowi w mundurach  brzydkich i z wąsami wszyscy, sokiści w uniformach granatowych ciężkich i wszyscy wąchale, nam się to wydało bardzo śmieszne, że wszyscy mieli łby i wąsy oszronione i wyglądali jakby przyszli na pogrzeb, i dostaliśmy

 

Bibuszko głupawki, i to było niemądre, bo oni się wkurwili strasznie i najpierw rozkopali nam te nasze ognisko, było maleńkie i liche, ale iskry, jak pamiętam, poszły wysoko, w tę styczniową noc, wkurwili się strasznie, bo skapowali, że my się z nich śmiejemy, z tych ich okropnych wdzianek, i za dużych czapek, i  sztywnych wąsów, i kazali nam wstać, i wstaliśmy, i kazali się legitymować, i ja się okazałem swoją legitymacją IV LO, ale Mica, mój przyjaciel Mica, nie miał dokumentów, nie miał przy sobie żadnych papierów, zostawił dowód w baraku, na budowie, gdzie, jak tłumaczył sokistom – robił, ale ci się wkurwili jeszcze bardziej, a potem, myślę – ucieszyli, gdy okazało się, że ten Heniu co się dosiadł, którego dopiero parę godzin temu z Micą poznaliśmy – też jest bez  kwitów, zaśmiali się ale tak mysio jakoś albo króliczo, i mnie 

Bibuszko strach obleciał, bo już wiedziałem, że mamy wpierdol, a ja już byłem wtedy po jednym zomowskim loncie i strach mnie obleciał, bo ci goryle mieli pały zmrożonei  twarde i w tych uśmiechach króliczych spod oszronionych wąchów chęć, chęć wielka na wpierdol  nam im wystawała, i z tym strachem już trochę oswojony, pomyślałem sobie, trudno, lanie nas nie minie, chuj, jakoś będzie, ale gdzie tam, musiało być gorzej, jak się te gnoje wąchacze zapytali tego nowego – Henia – o nazwisko, i jak ten im odpowiedział, to mi się

 

Bibuszko słabo zrobiło, bo wiedziałem, co zaraz powie Mica, mój przyjaciel Mica, który nazywał się Adam Mickiewicz, podobno mamusia jego napierała na Adam, mniejsza z tym, bo jak te gnoje w tych fioletowych mundurach spytali się tego Henia, który się dosiadł do naszego ogniska, a którego ani ja ani Mica nie znaliśmy; jak się go te wąchacze zapytali o dane, a ten Henio rzekł,

Bibuszko – Henryk Sienkiewicz, to ja mało nie popuściłem ze strachu, bo już czułem, że to nie będzie zwykły wpierdol, że to będzie coś gorszego, prawdziwszego,  zwłaszcza, że ten Henio mówił prawdę… no jak się  się kurwa mógł trafić Henryk Sienkiewicz przy ognisku z Adamem Mickiewiczem, no jak, bez dokumentów, pijany, w styczniową noc, ale trafił się, i pierwszy

Bibuszko dostał pałą –  upadł twarzą w popiół, i zaczął strasznie krzyczeć, poparzył oczy, usta, nos, krzyczał, a ci go tłukli, i odkopali, dosłownie, na bok, bliżej torów, ten Henio zanurzył głowę w śnieg i płakał, a sokiści wzięli się za Micę, a Mica co miał kurwa powiedzieć, że jest Kowalski?, mówił jak jest, że jest Adam Mickiewicz, bo był Adam Mickiewicz, mój przyjaciel Mica, wypluł zęby na ten jebany śnieg, wsiąkały powolutku , jak paciorki różańca, wstawał świt.

Twojego brata Bibuszko nie gniewa Twoje zachowanie;

 zwłaszcza, że nie umiem Ci opowiedzieć tego, co zdarzyło się dalej, nikomu nie umiem tego opowiedzieć,  Mica, mój przyjaciel Mica umarł wtedy, w dniu moich urodzin,  pękła  mu czaszka uderzona o szyny, tego Henia widziałem jeszcze na rozprawach, miał oszpeconą twarz,  mogliby go pokazywać na odpustach i targach, takie myśli  błąkały mi się po głowie, i inne, przez te długie lata, kiedy mnie nie było a gazety zapominały o jednym z dzielnych sokistów,  zabitym na służbie w mroźną styczniową noc  6 stycznia 1987 roku, w święto epifanii, odsłonięcia,

zamknięcia.

 

Komentarze (26)

  • Udój rewelacyjny. Dla bydlątka zapewne bolesny.

  • Bobi, nie chciałabym mieć takich przeżyć. Są tragiczne. I tkwią głęboko :(

  • Prozy zazwyczaj nie czytam, bo nie ogarniam - za dużo słów. Tym razem było inaczej, ogarnąłem(chyba), a słów w sam raz.

  • Mrozi krew w żyłach.

  • Doskonałe. To się czyta. Więcej takich!

  • Tak!

  • Pani Wando, dla Bobiego te udoje także bywają bolesne, ale ma radość, choć nie dowierza jeszcze, ze to coś warte...

  • Auroro, nauczono już Bobiego, że jest peerelem, tak się nazwał bo nie chciał być peelem, Bobi daje radę;)

  • Piotrze Mosiński, tym większa satysfakcja;)

  • Pani Mario, kawałek jest styczniowy, zimny jak szyna kolejowa, to może stąd...

  • Żono Lota, Jarku J, dzięki za życzliwe słowo.

    • Szel _
    • 11 stycznia 2014, 12:47:56

    nie bede zbytnio krecic Dominiku bo mam do ciebie prosbe,
    a wlasciwie napisalam ja do Bobiego
    chociaz zyczenia urodzinowe z wielkim ogromnym calusem
    zloze ci i tu jeszcze raz :)******************

  • Dzięki wielkie:)

  • Nie wiem czy Bobi zdaje sobie sprawę, co urządził, co zrobił, pisząc to???????????????? Nie wiem, jak Bobi to robi, że wzbudził we mnie i śmiech, i płacz. Coś niesamowitego. Jesteś genialny, serio- jesteś genialny :) i :(

    • Szel _
    • 11 stycznia 2014, 13:07:46

    ja tobie za wzruszenia tez :)

    • Szel _
    • 11 stycznia 2014, 13:11:49

    mam pytania dwa
    czy Bobi zabil sokiste
    i czy poszedl za morderstwo do wiezienia ?

  • Krzysztof, tak serio, to ja mam naprawdę, naprawdę wielkie opory i obawy co do tego pisania swojego, i lata, długie lata minęły aż znowu zacząłem coś z siebie wyruszać... Zaszczyt i wzruszenie, że jakoś doceniasz...

  • Szel, nie umiem odpowiedzieć. Bobi to peerel, czy jak wolicie - peel...;)

  • Bardzo dobre!

  • dzięki Michał, i wszyscy z okien;);)

    • G C
    • 11 stycznia 2014, 17:16:00

    Świetny tekst. Dziękuję.

  • Ja także ;)

  • Okiennym, za okna;):):);):)

  • wspaniały, gratki

  • Czyli jogurty najtańsze mleczne z uroków lichych... Dzięki Mariusz.

  • bardzo ciekawe opowiadanie a zarazem smutne
    pozdrawiam serdecznie i dziękuję za odwiedziny

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się